20.11.2017

Jesienne nowości


Cześć! Dziś przychodzę do Was z postem, gdzie mam przyjemność pokazać Wam moje nowe, kosmetyczne zdobycze. Nie będzie to jednak typowy Haul Zakupowy, ponieważ części z tych produktów zaczęłam już używać i mam o nich pewne zdanie, pierwsze wrażenia. Napiszę więc o przetestowanych produktach też parę słów. Z tego wpisu dowiecie się również, czego recenzje pojawią się wkrótce na blogu. Wisienką na torcie są zdjęcia w jesiennym klimacie. Muszę się Wam przyznać, że ich tworzenie jak i obróbka w programie sprawiły mi niesamowitą radość. Nie są to typowe "instafotki" maksymalnie rozbielone z kawą w tle. Ostatnio w blogosferze i na Instagramie trwa gorąca dyskusja na temat idealnych zdjęć, wiele blogerek doradza jak powinny takie zdjęcia wyglądać, wydają poradniki. Niestety wiele zdjęć powiela jeden schemat, przestają być unikatowym dziełem twórcy. Moim zdaniem zdjęcia to klucz do sukcesu bloga, zwłaszcza kosmetycznego. Blog z miłymi dla oka zdjęciami chętniej się odwiedza. Warto jednak pamiętać, że zdjęcia powinny również coś przekazywać, przedstawiać charakter i wizję fotografa, ujmować klimat. Jednak najważniejszym jest, żeby ujęcia Nam samym się podobały, żebyśmy byli zadowoleni z efektu końcowego. To największa wartość dodana do każdego zdjęcia. Na takie właśnie Was dziś zapraszam, ciepłe i klimatyczne, jak jesienny wieczór pod kocem, rozgośćcie się i czujcie jak u siebie w domu.... 

13.11.2017

Projekt denko nr 6


Dzień dobry! Przychodzę do Was dziś, w poniedziałek, z projektem denko. Przyznam szczerze, że nadając mu kolejny numer byłam w szoku, że to dopiero szóste denko na moim blogu! Wydawało mi się, że było ich o wiele więcej. Biorąc pod uwagę fakt, że na blogu niedługo stuknie roczek, sześć postów ze zużyciami to całkiem niezły wynik. Nie za dużo, nie za mało, a w sam raz. Zauważyłam, że na blogach dziewczyny wracają do denka i publikacji takich wpisów. Często jest to związane z bardzo modnym ostatnio detoksem kosmetycznym. Ich postawa jest naprawdę godna podziwu i projekt denko staje się wtedy jeszcze bardziej uzasadniony. U mnie, jak na razie, takiego detoksu nie będzie. Po ilości pustych opakowań możecie stwierdzić, że mam niezły przerób i niczego nie oszczędzam. Przez lata też wyrobiłam w sobie asertywność i nawet podczas szalejącej promocji, gdy możemy kupić coś za pół darmo, potrafię sobie powiedzieć: nie, nie potrzebujesz tego. Przy zaskoczeniu wielu potrafię wyjść z Rossmanna jedynie z kostkami toaletowymi ;). Oczywiście mam całkiem pokaźne zapasy, są to jednak głownie kosmetyki polskie, których nie mogę kupić tam, gdzie obecnie mieszkam. Staram się wszystko na bieżąco denkować, ponieważ gdy zapasy przekroczą akceptowaną przeze mnie ilość, zaczynają mnie przytłaczać i czuję, że nie panuję już nad tą ilością i nie wiem, co dokładnie posiadam. Znacie to uczucie? ;) Po krótkim wstępie zapraszam na nową porcję zużyć... 
PS, w tym tygodniu pojawi się jeszcze jeden, nadprogramowy post pt. Jesienne nowości. Zainteresowani? ;)

04.11.2017

Pod lupą. Nacomi polskie kosmetyki naturalne


Polskie, naturalne kosmetyki w dobrej cenie, to wszystko co kocham najbardziej. Dzięki swoim prostym składom i całkiem dobrej dostępności (Hebe) marka Nacomi zwróciła moją uwagę zanim jeszcze stała się tak bardzo popularna. Nie wiem czy wiecie, ale znane i lubiane Biolove dostępne w Kontigo i Nacomi mają ze sobą wiele wspólnego. Produkty te są wytwarzane w jednej fabryce w Węgierskiej Górce przez tego samego producenta. Być może Biolove to specjalna linia, która jest produkowana i dystrybuowana jedynie w porozumieniu z drogerią Kontigo. Nie zdziwiłoby mnie wcale, jeśli formuła słynnych musów byłaby taka sama bądź podobna. Ciężko mi je porównywać, ponieważ nie miałam jeszcze okazji Biolove testować, mimo to jest to dość ciekawy fakt. Informujecie również w komentarzach, że tego samego producenta posiadają kosmetyki marki Bioamare. Postanowiłam dopisać tutaj tą ciekawostkę, jeżeli ktoś nie wczytuje się w komentarze. Jeśli o samą markę Nacomi chodzi, to w Sieci raczej mało znajdziemy o niej informacji. Jest to młoda, bo powstała w 2015 roku, prężnie rozwijająca się marka z małej wsi na południu Polski. Pamiętam ich stronę internetową i ofertę jeszcze z początków działalności, teraz to miejsce jest nie do poznania. Asortyment sklepu znacznie się od tego czasu powiększył i o tej małej firmie zrobiło się głośno w Internecie. Rozsławiły ją zadowolone klientki, które doceniły bogate składy kosmetyków, ich nietypowe formuły oraz widoczne, pozytywne działanie na skórę. Misją firmy jest "dostarczanie najwyższej jakości kosmetyków o naturalnych składach, pięknych zapachach i dobroczynnym działaniu, ale w przystępnej cenie, by naturalna pielęgnacja nie była zarezerwowana tylko dla wybranych". Czy to nie brzmi pięknie? Niestety często zdarza się tak, że kosmetyki bazujące na naturalnych ekstraktach są droższe. W przypadku Nacomi tak nie jest i są to dobre produkty na każdą kieszeń. Marka postępuje zgodnie ze swoimi założeniami, zmienia i ulepsza szatę graficzną opakowań, poszerza wachlarz produktów, bez zmian jakości i ceny. Oczywiście słyszałam o minimalnych różnicach w składach nowych kosmetyków marki, w porównaniu do tych starszych. Moim zdaniem jednak jest to związane z szybką rozbudową przedsiębiorstwa, stawianiem czoła konkurentom obecnym już na rynku i tylko ten, kto nie stoi w miejscu ma możliwość odnieść sukces. Kosmetyki Nacomi pokochałam z całego serca od pierwszego użycia, ich ciasteczkowy mus do ciała został moim ulubieńcem kwietnia i maja. W tym wpisie przyznałam mu miano najbardziej naturalnie pachnącego kosmetyku jakiego miałam okazję używać. Jeśli chcecie poznać inne kosmetyki z Nacomi, które podbiły moje serce, to zapraszam to dalszej lektury. Może i Wasze serduszka zabiją do nich mocniej po mojej recenzji. 

25.10.2017

Higiena intymna, czyli nic co kobiece nie jest mi obce


Dzień dobry. Nad tym wpisem zastanawiałam się naprawdę długo. Z doświadczenia wiem, że najłatwiej się pisze i czyta o najnowszych zdobyczach zakupowych, nowościach na rynku, pięknych makijażach. Zakładając to miejsca przysięgałam sama sobie, że nie będę się ograniczać i poruszę również inne, bardziej ambitne tematy. Rzuciłam sobie wyzwanie, ponieważ czuję misję i za pośrednictwem Internetu chcę docierać i przemawiać, zwiększać świadomość. I oto jestem z wpisem o higienie intymniej. Chciałabym w nim poruszyć bardzo ważną kwestię odpowiedniego dbania o nasze, kobiece zdrowie, temat infekcji, specyfiki naszej naturalnej mikroflory bakteryjnej, prewencji  i regularnych badań. Oczywiście polecę Wam kilka kosmetyków i produktów, które się u mnie sprawdziły, ponieważ sama wiele lat borykałam się z infekcjami. Opowiem Wam krótko moją historię i może ktoś znajdzie w niej analogię do własnych problemów i zainspiruje się do działania. Wciąż wydaje mi się, że jest to temat bardzo rzadko poruszany przez kobiety, nie rozumiem tylko dlaczego. Cięgle wstydzimy się powiedzieć głośno miesiączka, infekcja intymna, grzybica. Przecież jest to tak naturalne jak katar, kaszel i wypadanie włosów. Mimo to na wielu forach internetowych można znaleźć wpisy kobiet, dziewczyn, które wolą poradzić się obcych ludzi, niż porozmawiać o tym z mamą, kimś bliskim lub iść po prostu do lekarza! Mój lekarz ginekolog często skarży się, że kobiety rzadko odwiedzają gabinet ginekologiczny w celu badań profilaktycznych, które warto wykonywać minimum raz w roku. Zwykle przychodzą, kiedy dzieje się już coś poważnego. Blogerki również bardzo rzadko o tym piszą. Podobny wpis zobaczyłam ostatnio u Alina Rose i pierwsze o czym pomyślałam, to to, że takie tematy są domeną profesjonalnych blogerek. Z tego co pamiętam, nie jest to pierwszy wpis Aliny na ten temat i mam za to do niej ogromny szacunek. Prowadząc pięknego bloga, między wspaniałe wpisy z recenzjami kosmetyków, wplata też inne, kobiece treści. Jeśli Wam również ten temat nie jest obcy i chcecie się dowiedzieć, jak poradziłam sobie z infekcjami intymnymi i sprawiłam, że ostatnio coraz rzadziej mnie nawiedzają, zapraszam do lektury...

16.10.2017

10 faktów o mnie na 10 miesięcy Bloga

Dzień dobry w poniedziałek! Dziś przychodzę do Was z postem innym niż wszystkie. Równo dziesięć miesięcy temu, 16 grudnia, zdecydowałam się opublikować pierwszy post na blogu. Postanowiłam od razu stworzyć post merytoryczny, dotyczący drogerii DM. Stwierdziłam, że pierwszy post w stylu: "Cześć, jestem Agata i będę tutaj pisać o kosmetykach" nie byłby dla Was ani ciekawy, ani też użyteczny. Zakładając tego Bloga dałam sobie rok, rok na systematyczne pisanie i rozwój tej strony. Rok na próbę, ponieważ nie byłam pewna, czy dam radę pociągnąć to dłużej. Jestem tutaj z Wami już 10 miesięcy, piszę regularnie, mam masę pomysłów i nie zamierzam tego porzucać. Blog stał się miejscem, gdzie mogę wyrazić siebie. Blog jest dla mnie tym, o czym zawsze marzyłam. Jest moim miejscem, do którego zawsze mogę wrócić. W tym momencie jest moim łącznikiem z Polską. Dzięki niemu poznałam wiele niesamowitych osób o podobnych zainteresowaniach. Osób, z którymi mogę godzinami rozmawiać o szminkach, paletach cieni i nie czuję, aby były to mniej ważne tematy od innych. Obecnie obserwuje mnie około 100 osób. Statystyki nigdy nie były dla mnie najważniejsze. Cieszę się z każdej nowej osoby i świętuję to jako mój mały sukces. Czy czuję się blogerką? Tak. Czuję dumę z tego powodu, że stałam się twórcą Internetu, górnolotnie zwanym Influencer'em. Dziękuję, że tutaj ze mną jesteście i mam nadzieje, że zostaniecie na dłużej. Dziś przygotowałam wpis, dzięki któremu możemy poznać się lepiej. Sama lubię czytać takie wpisy u innych, wtedy autor bloga staje się dla mnie bliższy. Zapraszam!